﻿<title_newspaper="Sztandar Młodych"> 
<title_article="Program wyborczy Tadeusza Poziemskiego"> 
<author_1="J. Wańkowicz"> 
<author_2=""> 
<language="pl"> 
<style="press"> 
<year="1954"> 
<date="1954-11-13"> 
<month="11"> 
<period="d"> 
<status="1_obieg"> 
<support="paper">

Jest w białostockim programie wyborczym Wojewódzkiego Komitetu Frontu Narodowego fragment bezpośrednio dotyczący Tadeusza Poziemskiego: Wieczorowa Szkoła Inżynierska w bieżącym roku wypuściła już pierwszych 57 inżynierów. Ale fakt, że on był jednym z owych inżynierów nie przesądza bynajmniej, że jedynie ten fragment dotyczy go osobiście. Choć może właśnie to jedno zdanie programu zawiera dla Poziemskiego szczególnie bogatą i wyrazistą treść. Bo nie chodzi już nawet o to, że daje ono wyraz wielkiemu przeobrażeniu, jakiemu uległo życie syna onegdajszego robotnika folwarcznego. W tym zdaniu programu, jak gdyby ucieleśniony jest niezwykły rozmach i niezwykła dynamika naszego rozwoju: zrazu ta pierwsza w historii Białostocczyzny wyższa uczelnia mieściła się w wypożyczonej sali Liceum Pedagogicznego, później otrzymała nowy budynek, obecnie jeszcze większy i wygodniejszy, wyposażony w najnowocześniejsze urządzenia i pomoce naukowe; słuchacze otrzymali najlepszych pedagogów i specjalistów. Pomogło to wszystko Poziemskiemu zostać tym, czym jest obecnie, pomaga w jego drodze naprzód. Ale nie uprzedzajmy faktów, trzymajmy się kolejnych słów programu. Wraz z całym krajem rozkwita i nasza Białostocczyzna — mówi program wyborczy — tak okrutnie zaniedbana, zepchnięta przez sanacyjnych władców do rzędu tzw. Polski „B” Poziemski do tych słów mógłby dodać własne wspomnienia. Tuż przed wojną liczył lat 7. Niewiele to lat, ale wystarczy żeby dobrze pamiętać nędzę w domu, chorobę ojca, nie mogącego w żaden sposób wyjednać u swego pracodawcy obszarnika Olszewskiego możliwości leczenia. Pamięta również te sceny, które w jego dziecięcym umyśle wyryły niezatarte, bolesne wspomnienia, gdy ojca pracującego w owym czasie w młynie bargłowskim przynoszono zatrutego gazem, a nad rodziną wisiało złowieszcze słowo: terminatka. To słowo, które już wyszło z naszego słownika oznaczało terminowe zwolnienie z pracy, oznaczało nieustanną trwogę o jutro. Dla młodego Poziemskiego oznaczało ono niepewność jego dalszych losów.

</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
